wtorek, 28 kwietnia 2015

ABC piaskownicy

Nastała wiosna, a z nią zabawy w piachu.
Staś zachwycony

Wchodząc do piaskownicy lubimy się przywitać z dziećmi i ich opiekunami :) a w trakcie zabawy czasem warto zapytać o imię dziecka niż mówić- dziewczynko/chłopczyku


Już dwukrotnie byłam zapytana- (rodzice 1,5 rocznych dzieci) czy to zawsze musi się tak kończyć? Gdy zabierali dziecko z płaczem  -bo to nie planowało wcale wracać do domu:)

Nie wiem
zależy
od dziecka, od jego wieku, kontaktu z rodzicem,
od jego stopnia zmęczenia, od nastroju, od temperamentu...
czasem nie ma mocnych, ale co bym doradziła?

JAK OPUŚCIĆ PIASKOWNICĘ bez płaczu........

Nie wahać się (może już pójdziemy, .chodźmy już..) tylko konkretnie ustalić i uprzedzić dziecko- to ważne! Nasze wahanie jest naszym wrogiem :) to działa na niekorzyść- dziecko wykorzystuje naszą słabość i będzie próbowało nas "przekonać do tego by zostać".
 Jasne, warto zapytać- idziemy już do domu? może dziecko samo ma ochotę już iść i obędzie się bez płaczu.
Nie można jednak przerywać zabawy w trakcie "najazdu na zamek", "gotowania zupy"  czy "pieczenia babki" tak o! bez ostrzeżenia. Ja mówię kilkakrotnie- w niewielkich odstępach

  • Jeszcze trochę i idziemy - 
  • zrób kilka babek i będziemy się zbierać
  • Powoli zbieramy zabawki
  • Koniec zabawy podaj łopatkę, pozbierajmy resztę 
  • sprawdźmy czy mamy wszystko
  • o mamy, 
  • pożegnaj się z dziećmi
  • idziemy itp....


Ale to tylko moje doświadczenia

a sama mam na sumieniu niepolityczne piaskownicowe zagrania

np.
moje dzieci bawią się łyżkami obiadowymi
tzn. już nimi jeść nie zamierzamy, ale są to takie zwykłe, metalowe sztućce :)

łyżki zawsze budzą pożądanie innych dzieci :) są o nie spory, kłótnie itd każde dziecko chce łyżkę :)..
 lecz budzą zdziwienie rodziców (o a co tu robi łyżka?)

najfajniej się taką łyżką bawi w gotowanie zupy przecież..

OO właśnie "gotowanie w piasku"
rzecz niebezpieczna w towarzystwie nieznanych maluchów  (ok 1,5 roku)
O ile mój 2,5 latek wie, że LODY z piasku, czy zupa, czy ciasto, są na niby, to poczęstowanie nimi malucha (nawet najbardziej serdeczne) ze strony Stasia - okazuje się fatalne w skutkach.
Maluchy się na tym nie znają jeszcze- często to ich pierwsze doświadczenie i dosłowne organoleptyczne próby piaskowych lodów kończą się łzami w oczach i zabójczym wzrokiem mamy malucha.
znów mój błąd, powinnam przewidzieć
natomiast co do wierszyka "Babko, babko, udaj się, jak się nie udasz  .... i już jestem mądra, nie mówimy TO CIĘ ZJEM..o nieeee, tylko "BĘDZIE ŹLE"
co by maluch dosłownie nie potraktował

dzieci lubią się bawić w gotowanie
jak podłapały, to znosiły mi swoje "wytwory" i nakarmiona zostałam bigosami, kawkami, lodami i zupkami....
już aż nie mogłam :)

a szał ostatnio zrobiły LODY!







A DZIELENIE SIĘ ZABAWKAMI?

nie zmuszam Stasia do dzielenia się zabawkami, ale zachęcam go- argument "jak ty nie będziesz miał to też będziesz chciał, by ktoś ci pożyczył" skutecznie go do tego zachęcił - ale dopiero gdy sam nie miał zabawek (bo nie zabraliśmy) a inne dziecko miało- i się podzieliło :) zapamiętał i się dzieli. Ale gdy miał NOWE tyle co dostane zabawki (lody) i zasiadł w piachu z nimi by ten pierwszy raz W KOŃCU się pobawić, a obcy maluch podszedł z ręcami by wziąć to Stanisław wydobył z siebie warczące, mega głośne MOJE! będę się bawić! i mamusia szybko malucha zabrała :)
potem mamusia krzyknęła widząc jak maluch podchodzi do stasiowej wywrotki, juz bała się o zdrowie czy nawet życie malucha.... ale Staś nie miał nic przeciwko, chodziło o nowe wyczekane LODOWE foremki

nie lubię jak rodzice nie reagują gdy maluchy psuja Stasiowi to co ugotował, co zbudował- sam powinien tym zarządzać, ja zwracam mu uwagę by tak nie robił.
nie lubię wyrywania z rąk zabawek i brania tych, które używa (ale np. odłozył obok siebie, np. łopatkę bo robi babkę) i uczę go by wyrażał sprzeciw, musi się komunikować i wyrażać własne zdanie

Staś mówi "to moje, będę się tym bawić" , "potrzebuję to"

 o cudze zabawki zwykle pyta czy może pożyczyć, zwłaszcza jeśli leżą przy dziecku

i zwykle na głos mówimy, że chętnie się Staś swoimi podzieli, by dzieci brały -a rodzice ich nie strofowali za każdym razem (zostaw, to chłopczyka)


PODPISUJĘ

lubię mieć podpisane (inicjał cokolwiek) nasze zabawki- po to by pod koniec zabawy bez problemu pozbierać to co nasze (nie zawsze pamiętam, które- czy nasza krówka była czy konik.. a ten podpis ułatwia)


Staś zawsze pomaga zbierać- to sygnalizuje koniec zabawy



JESTEM OBOK

jestem obok Stasia
ale staram się nie ingerować, by sam nawiązywał kontakt, walczył o swoje. Dosłownie walczył, byłam aż  dumna gdy po tym jak mu maluchy kilka razy wyrwały, zepsuły, zburzyły ,a on prawie płakał z żalu i niemocy- odważył się wyszarpać, tupnąć i zawalczyć o swoje. Przyznaję, że mu zasygnalizowałam tę możliwość - bo z braku reakcji rodziców tych dzieci- sama im zwróciłam grzecznie uwagę, by nie zabierały Stasiowi zabawki z ręki, nie burzyły, nie sypały piasku na głowę (Staś mówił sam, że tak nie lubi!) itd.. to dało mu informację, że tak nie wolno, że te dzieci robią źle i może się sprzeciwić (dlatego jeszcze nie mogę go zostawić w piaskownicy samego)
a rodzice są różni... oj różni

no i muszę wykopywać mokry piasek...

a jak przyjdzie lato, to moje dzieci będą w piaskownicy bez butów chodzić

to też zwykle budzi osłupienie

a co z SYPANIEM PIASKIEM?

mówię, że nie wolno
na początku "sezonu"- pierwsze wyjście do piasku, Staś nie słuchał, sypał celowo na dzieci  (takie próby :) ...nie umiał się zachować, był jak mały dzikusek, stęskniony i zachwycony :)
jak zobaczył piasek (a to marzec był chyba) to zapytał przed wejściem czy buty ma zdjąć :)
Sypał na te dzieci i nasypał bratu prosto w twarz, bo taka miał fantazję.
Nim zareagowałam- Tomek mu oddał- nasypał w twarz...oczy, buzię (tak odruchowo)
Staś skrzywił się, przetarł oczy (pomogłam mu) wypluł piach z buzi, zębami zgryzł resztę (ohyda) i..... przestał sypać na dzieci
tylko mu potem przypomniałam -nie syp na innych, bo sam też byś tak nie chciał..

Teraz tylko czuwam by nie obsypał maluchów  niechcący, gdy wykopuje dziurę czy burzy zamek.


Ps.

(w wieku 9 mcy -pierwszego dnia nad morzem - Staś zatarł oczy piaskiem i dostał paskudnego zapalenia spojówek- także ten tego, wiem, ze różnie bywa...
nie jemy też w piasku żadnych przekąsek i po -staramy się nie jeść
 i staramy się myć/wycierać ręce -
 i przyglądam się bacznie piaskownicom, wybieramy te wyższe, gdzie raczej psy nie chadzają..)


A Wy macie jakieś swoje rady, patenty, sposoby, zasady PIASKOWNICOWE?

podzielcie się..

5 komentarzy:

  1. fajne rady....podpisanie zabawek bardzo mi się podoba...co do wyciągania z piaskownicy - u nas zawsze powrót do domu kończył sie histerią , choć starałam się trzymać reguł /dopóki nie skończył 2 lat/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie "ten TYP" tak miał :) Czasem nie ma rady, rozpacz jest i już!
      Czasem to kwestia zmęczenia dziecka (długo, głodne, słońce) zgadzamy się na jeszcze trochę, jeszcze i jeszcze, a potem dziecko jest padnięte i marudne i trudno nam się porozumieć i dogadać :) racjonalne argumenty nie skutkują gdy maluch sam już nie wie o co mu chodzi :)

      Usuń
  2. Jak mój przedszkolak zaczynał swoje przygody w piaskownicy, hitem były łopatki do mleka modyfikowanego - było ich pełno we wszystkich piaskownicach :D Dziwię się temu nie ściąganiu butów, 80% dzieci, które spotykamy w piaskownicy późną wiosną i latem ma zdjęte buty, chociaż na jednym (bardzo dużym i ogrodzonym przed zwierzętami) placu zabaw na zjeżdżalni widziałam przyklejone zdjęcia pokaleczonych stóp z ostrzeżeniem o ostrych metalowych, a nawet szklanych elementach znajdujących się w piasku poniżej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo zapomniałam! też nosimy te łyżeczki od mleka modyfikowanego, mam ich sporo nazbieranych....Zawsze jak jest problem- bo my idziemy, a zostaje dziecko które nie ma swoich zabawek i bawiło się naszymi, i musimy mu je "zabrać" to zostawiamy chociaż taką łyżeczkę "na pocieszenie". U nas zdjęte buty są rzadkością, a w piaskownicy i ja zdejmuję i dokładnie się rozglądam. Myślę, że gdybym widziała szkła itp. to później bym się zastanawiała..

      Usuń
  3. ooo ja jestem ciekawa jakby Don się zachował w "publicznej" piaskownicy - bo jego to jego czasem musi się przesunąć żeby Czako się położył - ale tak niczym z nikim się dzielić nie musi :)
    ale rady - super muszę zapamiętać na przyszłość :)
    pozdrawiam i zapraszam do nas
    Agata - mama Donka .
    www.donkowo.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za twój komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...