Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie i praktyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie i praktyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 marca 2015

Pralka

Jest sznur na pranie.

Jest pranie.
Trzeba prać
Musiała mama dorobić pralkę ;)




Powstała z pudełka po chusteczkach

nie widać,  ale ma otwierane, przezroczyste drzwi







Oczywiście można zrobić ją estetycznie, okleić dokładnie, wyrysować równo.... ja byłam mocno pospieszana, no brudne rzeczy czekały!!!

wtorek, 10 lutego 2015

Międzynarodowy Dzień Pizzy (wczoraj)

Z okazji Dnia Pizzy, 
 Pani Tomka zerówkowej grupie 
zorganizowała wyjście do  Pizzerii  (Telepizza),
 ale nie takie zwyczajne!
na WARSZTATY
Samodzielnie robili pizzę ;)


Każdy robił swoją

To pizza Tomka
ułożył serce z oliwek i kukurydzy
(widzicie jak do każdej oliwki  musiało trafić ziarenko kukurydzy?)


Dzieci dostały kulkę ciasta
formowały i wałkowały ją

układały na blaszce
smarowały sosem,  pani posypała im serem

i samodzielnie układały składniki

pizza Milenki :)

łasuchy podglądają jak pizza trafia do pieca.. i jak wychodzi ICH


rozmarzona mina :)


pizza kolegi

I wiecie jak potem smakowało!!???
Resztę mogli zabrać do domu.

W DOMU


W domu robiłam bułki..

i namówili mnie na zrobienie z kawałka tego bułkowego ciasta pizzy
a dokładnie Tomek i Staś zrobili sobie po malutkiej samodzielnie

Wyszła świetna!!



ciasto mi maszyna wyrobiła (na bułki pszenne), dostali po kulce
sami wałkowali
(Stasiowi pomogłam, ale sam trzymał wałek)
sos zrobili : koncentrat+ olej + woda+ czosnek i zioła prowansalskie (połowę zjedli z misek) 
sami rozsmarowali
dodatki sami rozłożyli
ser żółty i oliwki i kukurydza (ulubiony zestaw Tomka)

mało efektowne, ale w smaku świetne!




A wcześniej robili pizzę z papieru


Tomek pociął okrągłą tekturę na trójkąty (według linii, które mu narysowałam)
Każdy trójkąt owinął (podkleił) papierem pakowym- na końcu/brzegu robiąc "rant" (tak byle jak zmarszczył)
układał kawałki na starej blaszce do tarty



Staś ciął żółtą włóczkę na "ser"


Wycięliśmy z kolorowego papieru dodatki (pomidor, kukurydza, papryka)

Trójkąty "z ciasta" pomalowali farbą- imitującą sos

nałożyli dodatki (każdy na swoją połowę)

GOTOWA!!!
papierowa....

(ser powinien być chyba bardziej pocięty- teraz trochę jak spaghetti wygląda :P)

wtorek, 20 stycznia 2015

O pielęgnacji dziecka słów kilka...

Dziś troszkę inny post


Każdy młody rodzic zderzył się z tym tematem.
Jak pielęgnować małe dziecko?

Skąd czerpać wiedzę?..





Większość przyszłych mam skrupulatnie się przygotowuje. Kupuje, pożycza i czyta poradniki,  kończy kursy w szkole rodzenia, zasięga porad u lekarza, innych mam. "Przeczesuje" internet.

Ostatecznie jednak gdy przychodzi na świat dziecko i zabieramy je do domu .... i tak czujemy, że nic nie wiemy.
Bezradni jak dzieci we mgle uczymy się życia razem i krok po kroku, dzień po dniu "obsługi potomka".
Napotykamy na szereg trudności.
Jesteśmy zaskakiwani sytuacjami, problemami, których nie przewidzieliśmy.

O ile zdarzy się "model bezproblemowy",  to należy dziękować za wygrany los na loterii (po cichu i odpukać w niemalowane drewno). Zwykle jest jednak odrobinę inaczej.

Stajemy przed szeregiem wyborów w kwestiach pielęgnacji.  Jak ? Czy? Kiedy?

Czy smarować? Czym?
Jaka temperatura wody? Jak kłaść? Ile karmić? Czemu płacze?. .
Niby typowe, ale chcemy jak najlepiej dla dziecka.

Czy to jest normalne? Czy tak powinno być? Czy coś jest nie tak?
Nie chcemy niczego przegapić, sygnału, nieprawidłowości,  by nie mieć później sobie do zarzucenia, że to wina naszego zaniedbania, niewiedzy, złej pielęgnacji, niewłaściwej opieki. By zareagować na czas.

To nasze dziecko, chcemy dla niego jak najlepiej. Pytanie tylko "Jak jest najlepiej?"

Mieliście tak?


Staś 4 mce


W pierwszej kolejności słuchamy swoich lekarzy. .
Słuchamy położnej. .
Pytamy bliskich: mamy, babci koleżanki
Szukamy w książkach i internecie.. no właśnie...
Słyszymy różne rady - jak wybrać właściwe?

Od mamy, babci usłyszymy rady z czasów ubiegłych. Jakże czasem różne od tych od pediatry, czy z najnowszego, cenionego poradnika..
Zakładamy, że jedni i drudzy chcą dla  naszego dziecka jak najlepiej- ufamy im.
Jak zatem postąpić gdy rady są różne?

Młoda mama niesiona na fali hormonów,  pełna miłości i troski, niewyspana.. może czuć się skonfundowana.
To oliwkować, czy nie?
Obowiązywać szeroko podwójną pieluchą? Na bioderka...
Kłaść monetę na pępuszek?
Nosić i bujać?  Czy nie przyzwyczajać?
Pozwolić spać w naszym łóżku?
Kąpać codziennie?  Czy nie. . Bo po co?
Poić glukozą?
Unosić do odbicia, czy kłaść na brzuszku?
A co z glutenem?  Piętka od chleba zaszkodzi czy nie?  Czy pomoże na zęby?
O MM i KP nawet nie wspomnę..
tak jak o chustonoszeniu/ nosidle..

I co robić? Posłuchać doświadczonych matek, które wychowały dzieci w innej dekadzie, gdzie może i poziom wiedzy, i rozwoju medycyny był inny, ale przecież ich dzieci (My!) wyrosły na zdrowe.
Czy ufać bezgranicznie lekarzom, nowinkom, odciąć się całkowicie od dawnych metod pielęgnacji.

Nie odpowiem Wam.


W swoim macierzyństwie spotkałam się z wieloma sprzecznymi opiniami.  O ile to, że te z czasów dawnych różnią się od dzisiejszych jakoś rozumiem- są spowodowane rozwojem medycyny i pogłębioną wiedzą dziś.  

Tak mając dziś tę wiedzę można się dziwować, jak te dzieci ubiegłego stulecia, czyli nasi rodzice, my- przeżyły?  Karmione o wyznaczonych porach (li i jedynie) Wrzeszczące bo według zaleceń nie należało im się więcej i nie można przyzwyczajać ani nosić nadto.
Karmione mlekiem krowim od małego i z piętka (glutenową bombą) w dłoni przed 8 ..ba przed 4 miesiącem, bo na zęby.
O makówkach do ssania z czasów  wcześniejszych nie wspomnę.
Jak zatem przeżyły? ?

Sprzeczne opinie dotyczące pielęgnacji, słyszałam natomiast także od samych lekarzy.
 I tu się zaczynało (nie)ciekawie.

Jak nosić do odbicia?

Tak jak pokazano mi na neonatologi?
A skąd- to było źle, według lekarza fizjoterapii- okazało się kilka miesięcy później.
I zostałam uznana za najgorszą matkę roku :)

Jak pielęgnować siusiaka?

a) tak jak zaleca pediatra A
b) tak jak zaleca chirurg
c) według rad babci?
d) według pediatry B
itd...
Mamy dziewczynek pewnie są niewtajemniczone, a to kluczowa u chłopców sprawa- odciągać, zostawić w spokoju...oto jest pytanie.

Wybierz mamo sama- albo dobrze, albo źle, okaże się gdy już może będzie za późno.
Tyle, że to nie teleturniej, a na szali masz zdrowie (fizyczne i psychiczne) swojego syna!

I nie polecam szukać podpowiedzi na forach internetowych!
O zgrozo, tam to dopiero można się naczytać.

Tu nie pozostawię was bez źródła odpowiedzi, odsyłam na profesjonalne strony, gdzie informacje są rzeczowe i wiarygodne. Dowiecie się tam też co powinno wzbudzić wasz niepokój, "jak nie zrobić krzywdy dziecku", jakie są wskazówki diagnostyczne i wreszcie kiedy konieczna jest jednak operacja stulejki.

Faktycznie zdarza się, ze pediatrzy mają różne zdania (choć nie powinni),  wszelkie wątpliwości najlepiej jest zatem rozwiać u specjalisty, a nie szukać porad u anonimowych mam na forach.

Podobnie z przepukliną pępkową-
Spotkałam się z sytuacją, w której gdy stwierdzono ją u starszego już dziecka- rodzice usłyszeli od pediatry: "To babcia wam nie powiedziała, żeby  monetę kłaść?"..

Rodzic zawsze będzie na tej straconej pozycji, że choćby jak się nie starał, to gdy coś będzie nie tak, to jego wina.

Na koniec przytoczę tylko słowa pierwszej położnej (od Tomka), która na moje przerażone "tysiąc pytań do" odparła:

"To PANI dziecko, ono czuje! 
Czyje prawdopodobnie jak jego rodzice, pewnie będzie lubiło to co wy, jeśli pani lubi ciepłą wodę i oliwkowanie,opatulanie kocem, ciszę, to duże prawdopodobieństwo, że ono też to lubi.. "


Od tego czasu całkowicie zmieniłam spojrzenie na macierzyństwo.
Nie czułam już, że "muszę nauczyć się obsługi niemowlaka", 

zrozumiałam, że muszę słuchać swojego dziecka i swojej intuicji, a wszystko się jakoś ułoży.



sobota, 10 stycznia 2015

Poczta







Co ćwiczą chłopcy:

  • Zwroty grzecznościowe: proszę, dziękuję, dzień dobry
  • gdzie adresujemy list
  • jak i gdzie wpisujemy adres
  • jakie usługi świadczy poczta
  • co oznacza priorytet
  • na czym polega wypełnianie formularzy i kwitków



Tomek
  • Podliczanie rachunku pisemnie w słupku, w pamięci i na kalkulatorze
  • wydawanie reszty, użycie kalkulatora

Ponadto 

  • Zaplanowana jest wyprawa na pocztę i zakup znaczka oraz wysłanie listu

Ps. My korzystamy z gotowego zestawu, który Tomek dostał w prezencie, ale można równie dobrze wziąć trochę druczków z poczty :P

Ps. Tomek zainteresował się tematem zarabiania pieniędzy, własnego "biznesu" itd...

Wierci mi dziurę w brzuchu- dlaczego dzieci nie mogą zarabiać?
No niby mogą...poszukamy chyba rozwiązania lub odpowiedzi.

sobota, 13 września 2014

W kuchni- mydło i powidło. Modra kapusta ze słonecznikiem. Staś pomaga.

Staś kroił pieczarki i cukinię do leczo (plastikowym nożem) i odkładał do miseczki
ale był dumny :)


(w zasadzie dałam mu to, czego już z cukini nie potrzebowałam, bo było najbardziej miękkie)
Zachęcam- dawajcie dzieciom noże!...no plastikowe chociaż może..



Tak się bawią moi chłopcy-
 żabki w reklamówkach (Staś naśladuje we wszystkim starszego brata)





A na koniec mój przepis na kapustę

Czerwoną kapustę (modrą) drobno szatkuję,
do garnka z kapustą dolewam odrobinę wody, chwilę gotuję, mieszając- do momentu aż zmięknie
doprawiam cytryną lub octem, cukrem, solą, pieprzem,
dodaję olej/oliwę,
dodaję słonecznik przyprażony na złoto na suchej patelni




sobota, 23 sierpnia 2014

Kopytka

Lubimy wszelkie kluchy!!!!!

naleśniki, pierogi i racuchy!




Tomek ulepił bałwana.. nos mu odpadł podczas gotowania, ale ponoć był pyszny!



Staś w skupieniu wałkował... Nie wiem co


Tomek lepi bałwana- turlanie kulek to świetna praca dla małych rączek.





Pewnie każdy ma swój przepis, my robimy mniej więcej tak:
  • 1 kg ugotowanych już ziemniaków
  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 jajko
  • sól
  1. Ugotuj ziemniaki i przeciśnij je przez praskę. 
  2. Do ciasta dodajemy mąkę, jajka.Wygniatamy wszystko na jednolitą masę.Nie podsypujemy zbyt dużo mąką.
  3. Ugniatamy cienkie wałki. Kroimy je na skos na małe kawałki.
  4. Do osolonej, wrzącej wody wrzucamy porcjami kopytka. Gdy wypłyną na powierzchnię gotujemy około 2 minuty.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Kupka pupka

Staś ma już 20 mcy z hakiem....
Ostatnio zaczął świadomie kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne.. niee no szału nie ma, w pieluszce dalej chodzi, ale coraz częściej jest całkiem sucha,  Woła KUPKA-PUPKA i idziem na nocnik, jest siku lub coś więcej- bo tego jeszcze nie różnicuje..
nawet na dworze woła i idziemy pod krzaczek.
Zdarza się siku w pieluchę, i siku co chwilę po troszeczkę
w nocy znów sika (choć już były suche noce wcześniej)
Także na luzie do tego podchodzę, choć chwalę i brawo biję i papa robimy...

a jak się zaczęło? od tego, że zwykle po jedzeniu chciał się załatwić a na siedząco w foteliku było mu niewygodnie, toteż krzyczał kupka-pupka i wstawał

Trochę problemem było nauczenie się siedzenia na nocniku-
a) pozycja siedząca była mu obca do tej czynności
b) porządnicki Staś chyba nie chciał "nabrudzić do nocnika"

 problemem też jest grubsza sprawa, bo Staś nie lubi siedzieć długo...potrafi pracować brzuszkiem (Tomek mu cudnie tłumaczy) ale jak psiknie przy tym to myśli że to już wszystko i wstaje a za minutę znów woła kupka pupka i lecim na nowo (ratunku cierpliwości plis)

Nie pozbawię go jeszcze pieluch, czekam az nabierze większej świadomości i kontroli... zupełnie inaczej niż z Tomkiem
Tomka pozbawiłam pieluch i tak się uczył, obsikał się (i dywany) X razy, ja się poddałam jak miałam wszystko mokre w mieszkaniu, po czasie spróbowaliśmy od nowa  i zaskoczył .. Staś zaskoczył bez tego, a myślałam wtedy z Tomkiem, że to jedyna słuszna metoda.. także nic mnie już nie zdziwi, patrzę, wsłuchuję się w dziecko, obserwuję, współpracuję i daje się mu prowadzić.. wszelkie teorie idą w odstawkę

także ten tego KUPKA PUPKA teraz rządzi!

A jak to było z Tomkiem?
(chyba się nie obrazi mój prawie 6 latek jak przywołam linka)

Tomek i nocnik...4 lata temu

Ps Tego bloga zaczęłam pisać gdy Tomek miał 2 lata -na jego 2 urodziny około 27 listopada 2010 roku- czyli prawie 4 lata temu. Teraz prawie 2 lata ma Staś i zatoczyło się pewne koło, miło mi się wspomina po postach jak to było z Tomkiem i aż mi trudno uwierzyć jak to sie wydarzyło, ze tak było!- gdybym nie pisała, nie uwierzyłabym i nie pamiętała :)


niedziela, 23 marca 2014

Nauczyć dziecko! I zabawa, którą wymyślił Staś.

Nauczyłam Stasia jeść vibovit (Tomek jadł, ja pamiętam z dzieciństwa jak to lubiłam)- tak polizywać paluszek, maczać w proszku i  próbować - no mało elegancko :) - Zasugerowałam innym razem by w analogiczny sposób wyjadł cukier puder obsypany z eklerki (no taka rozpusta). Przy okazji ćwiczy sprawność manualną, aparat mowy.

I się doigrałam ...
Załapał lekcję delektowania się i zastosował... niestety  .......na  placu zabaw ..

poślinił paluszek, delikatnie przylepił do niego.... drobiny piasku z brzegu piaskownicy ...i  spróbował.
Rozpłakał się i zrobił podkówkę - tylko nie wiem czy w odpowiedzi na moje NIEEEE, Stasiu to nie jest jedzenie, nie wolno jeść piasku- czy z rozczarowania, że to nie był TEN smak


...........................
Nauczyłam Stasia wyrzucać pieluszkę po zmianie- zabiera i idzie wyrzucić do kosza..sam, niepoproszony nawet...
szkoda, że nie nauczyłam rozróżniać suchej od mokrej (nadrobimy):) dwa razy wyjmowałam już z kosza  czyste pieluchy
...............................

a tego go nie uczyłam- sam wymyślił
(bardzo kreatywnie zresztą)


Wkładanie groszku do strzykawki (bez tłoka)
cudowne zajęcie wspomagające motorykę małą

- groszek delikatny, trzeba ostrożnie chwytać by go nie zdusić
malutki- trzeba wcelować i trafić do małej dziurki
bezpieczny bo miękki
i można się posilić przy pracy

 pięknie to mu wychodziło, aż mu dołożyłam groszku

gdy było już pełno- Staś zrobił miejsce .... dociskając groszek
sprytnie, nie?

Staś groszek uwielbia.
a na strzykawkach gwiżdże:)

niedziela, 16 lutego 2014

Minutnik

Nasz najlepszy nabytek ostatnich czasów

Używamy do:
  • odmierzania czasu na mycie zębów 
  • wyznaczenia czasu na ubranie się itp.
  • wyznaczania czasu na- granie, bajkę,
  • ile do obiadu,do wyjścia
  • i wiele innych  w tym zabaw.  

ustawiamy (lub sam Tomek) 3 minuty i nie ma  problemu!

Poranne ubieranie, czy ubranie się w przedszkolu- to już nie jest 20 minut, jęki, gadulstwo, robienie 100 rzeczy na raz!
Przeciez trzeba zdarzyć przed mitutnikiem :)
Taka zdrowa rywalizacja- samego ze sobą :)

Polecam!

My mamy taki egzemplarz na magnes- świetny w łazience- do przyczepienia na pralce (mycie zębów).

  • Przy okazji Tomek uczy się pojęcia czasu, jego upływu, podziału na sekundy, minuty, godziny w sposób naturalny i intuicyjny (przez obserwację)...
  • Abstarakcyjne dotąd "za sekundę" nabrało realnego wymiaru.
  • Czekanie na coś- staje się łatwiejsze gdy widać upływający czas.
  • Mycie zębów już się tak nie dłuży i nuży- gdy można przy okazji śledzić zmieniające się cyferki.
  • I można za pomocą tego wydzielic czas ekstra np. na granie, oglądanie bajki itp.

środa, 12 lutego 2014

Jak oswoić dziecko z inhalatorem?

O tak, to może być problem...
duuuży problem.

Gdy maluch nam się przestraszy- zaczyna krzyczeć, ba wydzierać się, wyrywać, panikować, protestować itp..
Ostatnio Kasia zapytała mnie o to pod postem Jak zrobić, żeby dziecko sie nie bało?

Poniższe zdjęcie-obrazuje OSWAJANIE :)
mały, 6 miesieczny Staś "smakuje"

A inhalacja jest ogromnie ważna!


  • Wspomaga oddychanie przy infekcjach, zapaleniu krtani
  • Obkurcza naczynia krwionośne, zmniejsza obrzęk w drogach oddechowych, 
  • Nawilża wysuszone drogi oddechowe
  • rozrzedza wydzielinę  i ułatwia odkrztuszenie zapalnej wydzieliny zalegającej w oskrzelach. - pomagając pozbyć się jej
  • pozbywamy się tym samym wirusów i bakterii
  • udrożnia "zapchany nos"
  • łagodzi ból zaczerwienionego gardła
  • pozwala podać różne środki medyczne oszczędzając żołądek i minimalizując powstanie skutków ubocznych- co zwłaszcza przy maluszkach jest ważne- (środki wykrztuśne, przeciwkaszlowe- mogą być podawane przez inhalator z nebulizatorem)
  • Środek leczniczy trafia bezpośrednio do dróg oddechowych czyli do miejsca, na które powinien oddziaływać,
  • działają nie tylko miejscowo, na błonę śluzową nosa, jamy ustnej czy gardła, ale także na komórki całego organizmu.
  • działanie leku jest szybsze,
  • idealne gdy dziecko odmawia przyjmowania słodkich/gorzkich syropów 


Trzeba pamiętać o przestrzeganiu zasad inhalowania


- po pierwsze zgodnie z zaleceniami lekarza i pod opieką dorosłego
- po inhalacji środkami wykrztuśnymi- zawsze trzeba oklepać po 15-30 min (pochylając dziecko głową by wydzielina nie spadała niżej -na płuca -a w kierunku górnych dróg oddechowych)
- nie inhalujemy środkami wykrztuśnymi późnym wieczorem czy na noc!
Wszystkie ustniki i pojemnik na lek trzeba zawsze umyć w ciepłej wodzie
po pewnych lekach trzeba dziecku dac popić/przepłukać usta/wymyć zęby (np. po pulmicorcie)
- ważna jest temperatura leku (niektóre należy przechowywać w lodówce, ale na około 30 minut przed wyjąc by się ogrzały/lub ogrzać pocierając ampułkę dłońmi, nie podajemy zimnego)
- otwarte ampułki należy odpowiednio szybko zużyć - bo ulegają zanieczyszczeniu i nie nadają się do wykorzystania (czasem dzieli się coś na dwie dawki, gdy jest to dozwolone, ale nalezy pozostałość odpowiednio przechować)


No to skoro wiadomo jakie to ważne- to jak przekonać dziecko?



- starszakowi- wytłumaczyć, że jest MUS, jak nie to te okropne syropy czy szpital (i to są zwykle realia a nie straszenie) i tu zwykle problemem przeradza się w- jak wysiedzieć te 5-10 minut?

założyć maskę i dać kolorowankę/książeczkę/bajkę (u nas się sprawdza)

2-3 latkowi- można opowiedzieć coś o pilotach odrzutowcòw , ktòrzy takie maski noszą :) pokazać zdjęcia... czy o słoniu, który ma taką trąbę.

a to zdjęcie wzorowe-
1,5 roczny Tomek samoDZIELNIE się inhaluje


- w przypadku malucha-

-po pierwsze oswoić a nie zrazić!
nie robiłabym na siłę, no chyba, że konieczność-ostateczna (w szpitalu mówią czasem, że jak krzyczy to robi głębsze wdechy i lepiej się inhaluje)
według mnie na siłę= dziecko płacze, zanosi się, zagorączkuje, rozkaszle= więcej krzywdy niż pożytku

- dziecko zazwyczaj boi się hałasu/  albo maski na twarz/   pary/   lub już samego sprzętu/kabli-rurek

- nie zakładałabym maski na gumce, tylko ją przykładała, zbliżając i oddalając, pokazując na sobie (z solą i wodą) lub na starszym rodzeństwie- na misiu/lalce

czasem można zamiast maski-spróbować z sama rurą

- zanim uruchomiłabym urządzenie- pozwoliłabym podejść, pooglądać, dotknąć
potem pozwoliłabym włączyć/wyłączyć (mój 15 miesięczny Staś uwielbia to odpowiedzialne zadanie!)

- gdy dziecko boi się samego sprzętu (nawet wyłączonego) spróbowałabym je "przemienić" na przyjazne dziecku (nakleić naklejki, dokleić uszy, oczy, doczepić kokardę, zamienić w biedronkę- oczywiście nie zasłaniając mechanizmów wentylacji itp.

-cierpliwie i konsekwentnie włączałabym na sekundy, potem coraz dłużej - wielokrotnie w ciągu dnia mimo protestów, ale będąc blisko (trzymając na rękach dziecko) by oswoiło się z hałasem

- niektóre dzieci dają sie inhalować przez sen- ja nie próbowałam, bo nie miałam potrzeby, ale Stas fajnie czasem zasypiał podczas inhalacji (ten równomierny stukot/buczenie-usypia)

- dla tych, którzy nie mają inhalatora a noszą się z zamiarem zakupu- radzę wziąć pod uwagę stopień emisji hałasu- warto wyłożyć więcej pieniędzy na cichszy sprzęt, są też kolorowe, w kształcie biedronek, ale wg mnie to sprawa drugorzędna- choć taka jedna biedronka strasznie cieszyła mojego Tomka chorutka -gdy był małym pacjentem szpitala
.........................................................
Nie jestem lekarzem!
Jeśli się gdzieś pomyliłam-poprawcie
Jeśli się gdzieś wymądrzyłam- zwróćcie uwagę
Jeśli o czymś zapomniałam-dopiszcie w komentarzu.

A wy macie na to jakieś sposoby?

..............................................

a jutro- pozostaniemy w temacie zdrowia...lekarza...
ale też gry..zabawy...
ciekawi??

i będzie NIESPODZIANKA

ZAPRASZAM!

czwartek, 23 stycznia 2014

Jak zrobić, żeby dziecko się nie bało?

Już nie raz spotkałam się z pytaniami, jak zrobić by dziecko nie bało się:

  • wizyty u fryzjera
  • wizyty u lekarza
  • obcinania paznokci
  • mycia głowy/kąpieli?

strach przed balonami
Moi chłopcy się nie boją, stąd może te pytania do mnie.

Jak to zrobiłam?










Po pierwsze uważam, że wiele zależy od charakteru dziecka. Wydaje mi się, że mogą być tzw. "przypadki oporne".
Po drugie są kwestie "nie do przeskoczenia", np:

-strach pojawiający się po 10 mcu- na głośne sprzęty domowe (odkurzacz, mikser, suszarka) pojawia się u części dzieci i tyle, nie ma mocnych :) Można tylko łagodzić sytuacje.

-czy lęk przed obcymi, nieznajomymi, z wąsami, okularami :) typowy również (i w sumie tylko się cieszyć, że dziecko boi się obcych- jak to mówi neurolog Stasia- znaczy się, że rozumie o co chodzi, kojarzy, poznaje, rozwja się i pewnie minie :),

czy - i tu zdanie  osoby doświadczonej (terapeutki),

 "..że to co rodzice i otoczenie bierze często za "strach" może wynikać z zaburzeń SI (choćby obcinanie paznokci), należy wziąć pod uwagę indywidualną wrażliwość dziecka na ból czy dotyk w ogóle.."

*SI- integracja sensoryczna


ale nie o tym dokładnie dzisiaj....

 Jak zrobić by dziecko nie bało się?
Należy próbować.
Jak?

Ja:

1. Zawsze mówię dziecku prawdę
(no jest wyjątek- święty Mikołaj, ale to inna historia)

Dziecko musi mieć do rodzica zaufanie i tylko uczciwością i szczerością je zbudujemy.

Mówiąc np. o szczepieniu: "To nie będzie bolało"- narażamy się na porażkę- żal i ból dziecka po fakcie, że zostało oszukane przez MAMĘ, może być niewspółmierny z bólem po ukłuciu- NIE WARTO

Ja wolę powiedzieć, że to może trochę zaboleć, będzie ukłucie itp...ale przestanie, mama przytuli, pomasujemy itp....


        2. W jakim wieku zaczynam dziecku tłumaczyć, rozmawiać z nim?

Od urodzenia (albo i wcześniej)

Każde dziecko (nawet noworodka) traktuję jako małego CZŁOWIEKA z ograniczonymi zdolnościami w komunikacji, a NIE jak ograniczonego w odczuwaniu!!.

No bo

a) od kiedy młody człowiek według was "rozumie"? Ciężko stwierdzić- nagle pewnego dnia to zauważamy, że poznaje (nas, sytuacje) kojarzy (czynności, rytuały..) Ale to nie dzieje się "pstryk" i dziś.. to proces- Dziecko rozumie dużo wcześniej niż my się zorientujemy!

b) od kiedy młody człowiek "czuje" ?- no chyba każdy się zgodzi, że od urodzenia (a nawet wcześniej)

Podchodzę zatem z dużym szacunkiem, opieką i tolerancją do małego człowieka, który czuje! rozumie! a nie potrafi powiedzieć, pokazać... wyobraźcie sobie- być "zamkniętym w swojej słabości, niemocy porozumienia się".

Staram się empatycznie wczuć w jego sytuację, zwłaszcza gdy nie wiem co zrobić- Rada mojej pierwszej położnej- "To pani dziecko, pani i męża, pomyślcie czy wy byście tak chcieli! Czy lubicie tak a może inaczej?" (ciepłe mleko, czy zimniejsze? oliwkowanie? otulanie?)


3. Mówię wprost, ale wiedzę staram się podać w przystępny sposób- dostosowany do wieku (by nie przerazić, ale przygotować, pozwolić czuć się dziecku pewnie w nowej nieznanej sytuacji- na ile to możliwe.

Konieczne są zastrzyki, pobieranie krwi, wizyta u lekarza? itp..

Opowiadam wcześniej co będzie się działo

Nawet 6 miesięcznemu malcowi!
Będzie bolało, ukłucie poczujesz,  pani popatrzy do buzi, włoży patyczek, mamusia będzie cię trzymała, będzie pewnie nieprzyjemnie, ale krótko itp...

Staś i Tomek nawet tę nieprzyjemną czynność (zaglądanie do buzi) znoszą dzielnie- Tomek mistrzowsko zawsze pokazywał gardło - a potem targował się o ilość patyczków (i robiliśmy w domu z nich pacynki ) Teraz (kilka dni temu- na pytanie pani doktor czy pokaże gardło- odpowiedział "Z chęcią"

Staś ostatnio wzbudził zdumienie u lekarza- na hasło pokaż buzię- Cudownie z uśmiechem otworzył usta -pan doktor wniebowzięty zaczął chwalić-jak pięknie i z patykiem się zbliżać, po czym Staś demonstracyjnie i z szelmowskim uśmiechem zwarł szczękę i przygryzł patyk :)- to przez moje ciągłe próby- pokaż synku ile masz już ząbków

W szpitalu 1,5 roczny Tomek był cudownym pacjentem- inhalacja? zmiana wenflonu? nie ma problemu- oby nie za długo (Tu 2 leni Tomek), a paniom pielegniarkom od zastrzyków robił laurki gdy miał  prawie 3 lata

Staś 1 rok i 2 mce-zaliczył szpital. I zero problemu- badanie? ważenie? kroplówka? nie ma problemu- (no rurka wkurzyła jak chciał spać na brzuchu). Za to był pogromcą nocy- wygłodzony po dobie bez jedzenia- darł się co 3 godziny dopominając się mleka! I nie było zmiłuj! Nie było opcji rano! A na pani pielęgniarki - taki duży? mleko w nocy? Cały oddział postawił na nogi :) i dostał

Jeśli wiemy, że mamy bardzo bojaźliwe dziecko (lub jest akurat w takim okresie, bo to też się zmienia) Mówimy w dość niedługim czasie przed wizytą, bo gdy powiemy zbyt wcześnie - dziecko może to ogromnie przeżywać i skutek osiągniemy przeciwny- dziecko zbuduje sobie sytuację grozy- o niebotycznych rozmiarach ( u nas tak się dwa razy zdażyło z Tomkiem- 5lat- podwójne szczepienie Horror :) i strzyżenie przez nową fryzjerkę- o tym za chwilę)


4. Uprzedzam fakty

Pomyślcie (jesteście dzieckiem):

Idziecie do fryzjera
pierwszy raz
Brzydko pachnie
wszystko duże, fotele, lustra..
pakują was w jakąś pelerynę
podchodzi do was obca kobieta z NOŻYCZKAMI! coś czego rodzice zawsze ZABRANIAJĄ wam dotykać, bo to niebezpieczne i można tym zrobić sobie krzywdę
W dodatku wszyscy mówią, że ta pani cos Wam zaraz OBETNIE!! włosy czy uszy? (o jest blisko uszu!!!!) to na pewno będzie bolało!  AŁAAAAA

skutek znany

A teraz pomyślcie:

Zanim pójdziecie do fryzjera-
czeszecie w domu misia, mamę, brata
bawicie się w fryzjera- bo to taki zawód, pani/pan maluje włosy specjalnymi farbami- i tak dziwnie pachnie,
psika lakierem (opowiadacie, pokazujecie dziecku)
obcina włosy, a to nie boli, pani tylko końcówki obcina a włosy odrastają
czesze, myje
zakłada pelerynę, żeby włosy na nią spadały i wtedy można je zobaczyć
jest fajnie
Idziemy??
pani uczesze i troszkę ostrzyże :)
będziesz jak mama/tata - oni chodzą do fryzjera


to samo dotyczy paznokci- jak Tomek panikował - mówiłam, że skrócę paznokcie a nie obetnę, obracałam to w żart- zabawę (nazywanie palców, dawaj tu tego paznokcia co Ci buźkę podrapał itp)
Z czasem zamieniłam nożyczki na obcinaczki i to był traf w dziesiątkę! (Nożyczki dziecięce, które miałam były poprostu tępe!). Mam też na uwadze to, że i dla mie (dorosłej już) obcinanie pazokci, nie jest przyjemne, bo mam je nadwrażliwe właśnie)
Tomek ma teraz problem z tym, że to marnowanie czasu!

5. Uważam na to co mówię!

Czasem coś się nam nieopatrznie "chlapnie" lub powie za  plecami  dziecka, a ono to podsłyszy.
Albo boimy się czegoś i nie zachowamy tego dla siebie. (Przezywamy pierwszy dzień w przedszkolu itp)
Czy mamy do kogoś żal, pretensje i też to na głos wyrazimy przy dziecku

("Jak ta pani w przedszkolu mogła tak zrobić!
Ta pani pielęgniarka to chyba nie wie co robi!  itp...)

a dziecko słyszy, myśli, analizuje i po swojemu przetwarza

Ja np. chlapnęłam raz żartem do Tomka (5 lat prawie wtedy) gdy wybieraliśmy się  do fryzjera i miał być ostrzyżony przez inną niż zazwyczaj panią (usłyszał, że przez praktykantkę). Coś nie za bardzo chciał iść- to powiedziałam " A co boisz się, że ta pani ci ucho obetnie? To pani praktykantka, ale ona już strzygła innych i potrafi"
Kompletnie tego nie pamiętałam, że to powiedziałam, (Jak mogłam tak powiedzieć?!)  Co scenę mi Tomek na fotelu zrobił!!Histeria (i nie wiadomo dlaczego)- aż go pani Asia nie poznawała. Byłyśmy w szoku ! A on był wystraszony :) mój błąd! głupi żart- tekst jak do dorosłego..  ...

Warto dwa razy się zastanowić.
................................


To tylko moje przemyślenia, pomysły.
Ja tak robię.

Może macie jakieś swoje?
Podzielcie się w komentarzu. Chętnie przeczytam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...