Dzieło Stasia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w TO SIę BAWImy WIOSNĄ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w TO SIę BAWImy WIOSNĄ. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 marca 2017
piątek, 8 kwietnia 2016
Kwitnące drzewo, z rolki i popcornu
Pomalowanej przez Stasia farbami na odcienie brązu i zieleni
do rolki włożyłam pogniecione gazety a potem chłopcy wetknęli gałęzie,
gałęzie Staś pomalował na zielono-brązowo
popcorn przyklejaliśmy klejem magikiem (było ciężko)
dokończyłam klejem na ciepło (ale mi się skończył) także mało popcornu przykleiliśmy, zresztą reszta została pochłonięta p[rzez chłopców,
popcorn Staś pomalował na różowo (mieszłą białą i czerwona farbę)
nasz pierwowzór :)
poniedziałek, 21 marca 2016
Marzanna- witaj wiosno!!
Najpierwszy problem - skąd wziąć siano/słomę w mieście / w zimie
- nim doszło do zakupu w sklepie zoologicznym- zdobyłam.
szkielet Marzanny- nie stanowił problemu (wyjąwszy fakt poświęcenia kija od mopa i kija od miotły :P)
do tego taśma szara i malarska i sporo gazet (jak ktoś nie zna ostatniej oferty ze sklepu na K ..to nasza wina :)
Potem- siano w domu+ dzieci =
Armagedon :)
ostatecznie najtrudniejsza okazała się stylizacja panny Marzanny...
może tak?
tak?
czy tak?
i look ala PANNA Marzanna (bogini, młoda dziewczyna) a nie baba- babok, śmierć
A czymże jest Marzanna?
- słowiańska bogini symbolizująca zimę i śmierć, przez część badaczy uważana za demona.
- to również nazwa kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono bądź topiono w czasie wiosennego Jarego Święta, aby przywołać wiosnę. Zwyczaj ten, zakorzeniony w obrzędach ofiarnych, miał zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku
- Zwykle jednak marzanna jest kukłą/lalką, wykonaną często ze słomy, ubraną np. w strój lokalny, łachmany, albo nawet strój druhny. Marzanna może być upodobniona do młodej panny w wianku, ale też do „starej baby”
- Współcześnie obrzęd zatracił swój sakralny charakter i stanowi rodzaj zabawy, celebracji początku wiosny. Tak jak w pozostałych częściach Polski, obchodzi się go w okolicach pierwszego dnia kalendarzowej wiosny, tj. 21.03.
A wiecie, ze kukłą może być też Marzaniokiem- czyli mężczyzną??
warto poczytać więcej o tej tradycji
Ps Nasza Marzanna nie będzie ani topiona, ani palona, będzie tylko dekoracją i rekwizytem w przedstawieniu
piątek, 1 maja 2015
Kolory i zapachy wiosny. Mlecz i mniszek- porównanie.
Dziś powinien tu być biały i czerwony, ale.. może jutro
Nam w duszy gra ŻÓŁTY, zielony...
flora króluje... a fauna jej towarzyszy
Biedronka i pszczółka na łące....
A "Kwiecień plecień - nam przeplata, trochę zimy trochę lata.."
Przypominamy powiedzenia i przysłowia
WIANKI
A to co za świtezianka?
nieee, to nie wianki, to ZŁOTE KORONY!
A to co za świtezianka?
nieee, to nie wianki, to ZŁOTE KORONY!
Ooo tam-
..... nagle chmurce się wydłuża,
była mała jest już duża.....
Wiersze z mamy dzieciństwa
Ale byliśmy żółci potem ;)
Koniec tego lenistwa!
Umka wstawaj!
Wstawaj bo mama nie dopierze tej jasnej bluzy!(....i Ps. -nie może doprać )
w roli głównej mniszek lekarski/ potocznie nazywany MLECZEM, z którym bywa mylony/ lub dmuchawcem/ ślepakiem
a jak się u was mówi ?
PORÓWNANIE:
MNISZEK- na zdjęciach
liście ma zebrane na dole w różyczkę, łodyga nierozgałęziona, pusta w środku, tworzy dmuchawce

MLECZ
łodyga długa, często drewniejąca, rozgałęzia się - na jednej wiele kwiatów
liście na całej łodydze, nie są zebrane w różyczkę na dole
poniższe zdjęcia pochodzą z internetu, z Wikipedii
| mlecz polny |
| mlecz zwyczajny |
Mój ukochany BEZ już jest!
i hiacynty...na noc wnoszone do kuchni- bo pachną zbyt intensywnie
i owoce, owoce, owoce... nawet te tropikalne .... chce się jeść
a jakby tych kolorów jeszcze mało było..
..Staś pomalował króliczka
teraz króliczek pilnuje naszego"trawnika"

mniszek lekarski może być podawany
(Trochę mnie Matka Sanepid natchnęła do tego posta:)
mniszek jest bardzo zdrowy, można jeść jego młode liście - np. w postaci sałatek,
a z kwiatów robi się "miód" czy syrop
wtorek, 28 kwietnia 2015
ABC piaskownicy
Nastała wiosna, a z nią zabawy w piachu.
Staś zachwycony
Wchodząc do piaskownicy lubimy się przywitać z dziećmi i ich opiekunami :) a w trakcie zabawy czasem warto zapytać o imię dziecka niż mówić- dziewczynko/chłopczyku
Już dwukrotnie byłam zapytana- (rodzice 1,5 rocznych dzieci) czy to zawsze musi się tak kończyć? Gdy zabierali dziecko z płaczem -bo to nie planowało wcale wracać do domu:)
Nie wiem
zależy
od dziecka, od jego wieku, kontaktu z rodzicem,
od jego stopnia zmęczenia, od nastroju, od temperamentu...
czasem nie ma mocnych, ale co bym doradziła?
JAK OPUŚCIĆ PIASKOWNICĘ bez płaczu........
Nie wahać się (może już pójdziemy, .chodźmy już..) tylko konkretnie ustalić i uprzedzić dziecko- to ważne! Nasze wahanie jest naszym wrogiem :) to działa na niekorzyść- dziecko wykorzystuje naszą słabość i będzie próbowało nas "przekonać do tego by zostać".
Jasne, warto zapytać- idziemy już do domu? może dziecko samo ma ochotę już iść i obędzie się bez płaczu.
Nie można jednak przerywać zabawy w trakcie "najazdu na zamek", "gotowania zupy" czy "pieczenia babki" tak o! bez ostrzeżenia. Ja mówię kilkakrotnie- w niewielkich odstępach
Ale to tylko moje doświadczenia
a sama mam na sumieniu niepolityczne piaskownicowe zagrania
np.
moje dzieci bawią się łyżkami obiadowymi
tzn. już nimi jeść nie zamierzamy, ale są to takie zwykłe, metalowe sztućce :)
łyżki zawsze budzą pożądanie innych dzieci :) są o nie spory, kłótnie itd każde dziecko chce łyżkę :)..
lecz budzą zdziwienie rodziców (o a co tu robi łyżka?)
najfajniej się taką łyżką bawi w gotowanie zupy przecież..
OO właśnie "gotowanie w piasku"
rzecz niebezpieczna w towarzystwie nieznanych maluchów (ok 1,5 roku)
O ile mój 2,5 latek wie, że LODY z piasku, czy zupa, czy ciasto, są na niby, to poczęstowanie nimi malucha (nawet najbardziej serdeczne) ze strony Stasia - okazuje się fatalne w skutkach.
Maluchy się na tym nie znają jeszcze- często to ich pierwsze doświadczenie i dosłowne organoleptyczne próby piaskowych lodów kończą się łzami w oczach i zabójczym wzrokiem mamy malucha.
znów mój błąd, powinnam przewidzieć
natomiast co do wierszyka "Babko, babko, udaj się, jak się nie udasz .... i już jestem mądra, nie mówimy TO CIĘ ZJEM..o nieeee, tylko "BĘDZIE ŹLE"
co by maluch dosłownie nie potraktował
dzieci lubią się bawić w gotowanie
jak podłapały, to znosiły mi swoje "wytwory" i nakarmiona zostałam bigosami, kawkami, lodami i zupkami....
już aż nie mogłam :)
a szał ostatnio zrobiły LODY!
A DZIELENIE SIĘ ZABAWKAMI?
nie zmuszam Stasia do dzielenia się zabawkami, ale zachęcam go- argument "jak ty nie będziesz miał to też będziesz chciał, by ktoś ci pożyczył" skutecznie go do tego zachęcił - ale dopiero gdy sam nie miał zabawek (bo nie zabraliśmy) a inne dziecko miało- i się podzieliło :) zapamiętał i się dzieli. Ale gdy miał NOWE tyle co dostane zabawki (lody) i zasiadł w piachu z nimi by ten pierwszy raz W KOŃCU się pobawić, a obcy maluch podszedł z ręcami by wziąć to Stanisław wydobył z siebie warczące, mega głośne MOJE! będę się bawić! i mamusia szybko malucha zabrała :)
potem mamusia krzyknęła widząc jak maluch podchodzi do stasiowej wywrotki, juz bała się o zdrowie czy nawet życie malucha.... ale Staś nie miał nic przeciwko, chodziło o nowe wyczekane LODOWE foremki
nie lubię jak rodzice nie reagują gdy maluchy psuja Stasiowi to co ugotował, co zbudował- sam powinien tym zarządzać, ja zwracam mu uwagę by tak nie robił.
nie lubię wyrywania z rąk zabawek i brania tych, które używa (ale np. odłozył obok siebie, np. łopatkę bo robi babkę) i uczę go by wyrażał sprzeciw, musi się komunikować i wyrażać własne zdanie
Staś mówi "to moje, będę się tym bawić" , "potrzebuję to"
o cudze zabawki zwykle pyta czy może pożyczyć, zwłaszcza jeśli leżą przy dziecku
i zwykle na głos mówimy, że chętnie się Staś swoimi podzieli, by dzieci brały -a rodzice ich nie strofowali za każdym razem (zostaw, to chłopczyka)
PODPISUJĘ
lubię mieć podpisane (inicjał cokolwiek) nasze zabawki- po to by pod koniec zabawy bez problemu pozbierać to co nasze (nie zawsze pamiętam, które- czy nasza krówka była czy konik.. a ten podpis ułatwia)
Staś zawsze pomaga zbierać- to sygnalizuje koniec zabawy
JESTEM OBOK
jestem obok Stasia
ale staram się nie ingerować, by sam nawiązywał kontakt, walczył o swoje. Dosłownie walczył, byłam aż dumna gdy po tym jak mu maluchy kilka razy wyrwały, zepsuły, zburzyły ,a on prawie płakał z żalu i niemocy- odważył się wyszarpać, tupnąć i zawalczyć o swoje. Przyznaję, że mu zasygnalizowałam tę możliwość - bo z braku reakcji rodziców tych dzieci- sama im zwróciłam grzecznie uwagę, by nie zabierały Stasiowi zabawki z ręki, nie burzyły, nie sypały piasku na głowę (Staś mówił sam, że tak nie lubi!) itd.. to dało mu informację, że tak nie wolno, że te dzieci robią źle i może się sprzeciwić (dlatego jeszcze nie mogę go zostawić w piaskownicy samego)
a rodzice są różni... oj różni
no i muszę wykopywać mokry piasek...
a jak przyjdzie lato, to moje dzieci będą w piaskownicy bez butów chodzić
to też zwykle budzi osłupienie
a co z SYPANIEM PIASKIEM?
mówię, że nie wolno
na początku "sezonu"- pierwsze wyjście do piasku, Staś nie słuchał, sypał celowo na dzieci (takie próby :) ...nie umiał się zachować, był jak mały dzikusek, stęskniony i zachwycony :)
jak zobaczył piasek (a to marzec był chyba) to zapytał przed wejściem czy buty ma zdjąć :)
Sypał na te dzieci i nasypał bratu prosto w twarz, bo taka miał fantazję.
Nim zareagowałam- Tomek mu oddał- nasypał w twarz...oczy, buzię (tak odruchowo)
Staś skrzywił się, przetarł oczy (pomogłam mu) wypluł piach z buzi, zębami zgryzł resztę (ohyda) i..... przestał sypać na dzieci
tylko mu potem przypomniałam -nie syp na innych, bo sam też byś tak nie chciał..
Teraz tylko czuwam by nie obsypał maluchów niechcący, gdy wykopuje dziurę czy burzy zamek.
Ps.
(w wieku 9 mcy -pierwszego dnia nad morzem - Staś zatarł oczy piaskiem i dostał paskudnego zapalenia spojówek- także ten tego, wiem, ze różnie bywa...
nie jemy też w piasku żadnych przekąsek i po -staramy się nie jeść
i staramy się myć/wycierać ręce -
i przyglądam się bacznie piaskownicom, wybieramy te wyższe, gdzie raczej psy nie chadzają..)
A Wy macie jakieś swoje rady, patenty, sposoby, zasady PIASKOWNICOWE?
podzielcie się..
Staś zachwycony
Wchodząc do piaskownicy lubimy się przywitać z dziećmi i ich opiekunami :) a w trakcie zabawy czasem warto zapytać o imię dziecka niż mówić- dziewczynko/chłopczyku
Już dwukrotnie byłam zapytana- (rodzice 1,5 rocznych dzieci) czy to zawsze musi się tak kończyć? Gdy zabierali dziecko z płaczem -bo to nie planowało wcale wracać do domu:)
Nie wiem
zależy
od dziecka, od jego wieku, kontaktu z rodzicem,
od jego stopnia zmęczenia, od nastroju, od temperamentu...
czasem nie ma mocnych, ale co bym doradziła?
JAK OPUŚCIĆ PIASKOWNICĘ bez płaczu........
Nie wahać się (może już pójdziemy, .chodźmy już..) tylko konkretnie ustalić i uprzedzić dziecko- to ważne! Nasze wahanie jest naszym wrogiem :) to działa na niekorzyść- dziecko wykorzystuje naszą słabość i będzie próbowało nas "przekonać do tego by zostać".
Jasne, warto zapytać- idziemy już do domu? może dziecko samo ma ochotę już iść i obędzie się bez płaczu.
Nie można jednak przerywać zabawy w trakcie "najazdu na zamek", "gotowania zupy" czy "pieczenia babki" tak o! bez ostrzeżenia. Ja mówię kilkakrotnie- w niewielkich odstępach
- Jeszcze trochę i idziemy -
- zrób kilka babek i będziemy się zbierać
- Powoli zbieramy zabawki
- Koniec zabawy podaj łopatkę, pozbierajmy resztę
- sprawdźmy czy mamy wszystko
- o mamy,
- pożegnaj się z dziećmi
- idziemy itp....
Ale to tylko moje doświadczenia
a sama mam na sumieniu niepolityczne piaskownicowe zagrania
np.
moje dzieci bawią się łyżkami obiadowymi
tzn. już nimi jeść nie zamierzamy, ale są to takie zwykłe, metalowe sztućce :)
łyżki zawsze budzą pożądanie innych dzieci :) są o nie spory, kłótnie itd każde dziecko chce łyżkę :)..
lecz budzą zdziwienie rodziców (o a co tu robi łyżka?)
najfajniej się taką łyżką bawi w gotowanie zupy przecież..
OO właśnie "gotowanie w piasku"
rzecz niebezpieczna w towarzystwie nieznanych maluchów (ok 1,5 roku)
O ile mój 2,5 latek wie, że LODY z piasku, czy zupa, czy ciasto, są na niby, to poczęstowanie nimi malucha (nawet najbardziej serdeczne) ze strony Stasia - okazuje się fatalne w skutkach.
Maluchy się na tym nie znają jeszcze- często to ich pierwsze doświadczenie i dosłowne organoleptyczne próby piaskowych lodów kończą się łzami w oczach i zabójczym wzrokiem mamy malucha.
znów mój błąd, powinnam przewidzieć
natomiast co do wierszyka "Babko, babko, udaj się, jak się nie udasz .... i już jestem mądra, nie mówimy TO CIĘ ZJEM..o nieeee, tylko "BĘDZIE ŹLE"
co by maluch dosłownie nie potraktował
dzieci lubią się bawić w gotowanie
jak podłapały, to znosiły mi swoje "wytwory" i nakarmiona zostałam bigosami, kawkami, lodami i zupkami....
już aż nie mogłam :)
a szał ostatnio zrobiły LODY!
nie zmuszam Stasia do dzielenia się zabawkami, ale zachęcam go- argument "jak ty nie będziesz miał to też będziesz chciał, by ktoś ci pożyczył" skutecznie go do tego zachęcił - ale dopiero gdy sam nie miał zabawek (bo nie zabraliśmy) a inne dziecko miało- i się podzieliło :) zapamiętał i się dzieli. Ale gdy miał NOWE tyle co dostane zabawki (lody) i zasiadł w piachu z nimi by ten pierwszy raz W KOŃCU się pobawić, a obcy maluch podszedł z ręcami by wziąć to Stanisław wydobył z siebie warczące, mega głośne MOJE! będę się bawić! i mamusia szybko malucha zabrała :)
potem mamusia krzyknęła widząc jak maluch podchodzi do stasiowej wywrotki, juz bała się o zdrowie czy nawet życie malucha.... ale Staś nie miał nic przeciwko, chodziło o nowe wyczekane LODOWE foremki
nie lubię jak rodzice nie reagują gdy maluchy psuja Stasiowi to co ugotował, co zbudował- sam powinien tym zarządzać, ja zwracam mu uwagę by tak nie robił.
nie lubię wyrywania z rąk zabawek i brania tych, które używa (ale np. odłozył obok siebie, np. łopatkę bo robi babkę) i uczę go by wyrażał sprzeciw, musi się komunikować i wyrażać własne zdanie
Staś mówi "to moje, będę się tym bawić" , "potrzebuję to"
o cudze zabawki zwykle pyta czy może pożyczyć, zwłaszcza jeśli leżą przy dziecku
i zwykle na głos mówimy, że chętnie się Staś swoimi podzieli, by dzieci brały -a rodzice ich nie strofowali za każdym razem (zostaw, to chłopczyka)
PODPISUJĘ
lubię mieć podpisane (inicjał cokolwiek) nasze zabawki- po to by pod koniec zabawy bez problemu pozbierać to co nasze (nie zawsze pamiętam, które- czy nasza krówka była czy konik.. a ten podpis ułatwia)
Staś zawsze pomaga zbierać- to sygnalizuje koniec zabawy
JESTEM OBOK
jestem obok Stasia
ale staram się nie ingerować, by sam nawiązywał kontakt, walczył o swoje. Dosłownie walczył, byłam aż dumna gdy po tym jak mu maluchy kilka razy wyrwały, zepsuły, zburzyły ,a on prawie płakał z żalu i niemocy- odważył się wyszarpać, tupnąć i zawalczyć o swoje. Przyznaję, że mu zasygnalizowałam tę możliwość - bo z braku reakcji rodziców tych dzieci- sama im zwróciłam grzecznie uwagę, by nie zabierały Stasiowi zabawki z ręki, nie burzyły, nie sypały piasku na głowę (Staś mówił sam, że tak nie lubi!) itd.. to dało mu informację, że tak nie wolno, że te dzieci robią źle i może się sprzeciwić (dlatego jeszcze nie mogę go zostawić w piaskownicy samego)
a rodzice są różni... oj różni
no i muszę wykopywać mokry piasek...
a jak przyjdzie lato, to moje dzieci będą w piaskownicy bez butów chodzić
to też zwykle budzi osłupienie
a co z SYPANIEM PIASKIEM?
mówię, że nie wolno
na początku "sezonu"- pierwsze wyjście do piasku, Staś nie słuchał, sypał celowo na dzieci (takie próby :) ...nie umiał się zachować, był jak mały dzikusek, stęskniony i zachwycony :)
jak zobaczył piasek (a to marzec był chyba) to zapytał przed wejściem czy buty ma zdjąć :)
Sypał na te dzieci i nasypał bratu prosto w twarz, bo taka miał fantazję.
Nim zareagowałam- Tomek mu oddał- nasypał w twarz...oczy, buzię (tak odruchowo)
Staś skrzywił się, przetarł oczy (pomogłam mu) wypluł piach z buzi, zębami zgryzł resztę (ohyda) i..... przestał sypać na dzieci
tylko mu potem przypomniałam -nie syp na innych, bo sam też byś tak nie chciał..
Teraz tylko czuwam by nie obsypał maluchów niechcący, gdy wykopuje dziurę czy burzy zamek.
Ps.
(w wieku 9 mcy -pierwszego dnia nad morzem - Staś zatarł oczy piaskiem i dostał paskudnego zapalenia spojówek- także ten tego, wiem, ze różnie bywa...
nie jemy też w piasku żadnych przekąsek i po -staramy się nie jeść
i staramy się myć/wycierać ręce -
i przyglądam się bacznie piaskownicom, wybieramy te wyższe, gdzie raczej psy nie chadzają..)
A Wy macie jakieś swoje rady, patenty, sposoby, zasady PIASKOWNICOWE?
podzielcie się..
wtorek, 24 marca 2015
poniedziałek, 12 maja 2014
Rower
Sukces Tomka,
na dwóch kółkach
(a tyle było gadania! tyle obaw, tyle uporu, że mu nie wychodzi, on już by chciał umieć!)
Próby Stasia uparciucha (on też chce!!):)
sobota, 3 maja 2014
Majówka 2014
1 maja i ulotne słoneczne chwile ...
Tomka zapytaliśmy, dlaczego dzieci tak lubią chlapać się w wodzie?
T: Bo to jest fajne a dorośli rzadko na to pozwalają..
a potem już coraz zimniej i zimniej.....
A reszta majówki zimno 5 stopni i deszcz....
brrrrrr..
dziś okropnie
Tomek z tatą i koleżankami w kinie.
sobota, 12 kwietnia 2014
Park w Oławie.
W okolicach pierwszego dnia wiosny wybrałam się z chłopakami do parku...
I jakem starsza pani ( Ilona dzięki :P) w zamyśle miałam spacer w poszukiwaniu wiosny.
a wyszło jak zwykle :)
Tomasz już zwątpił na odcinku pierwszych stu metrów...
T: A gdzie idziemy????
M: Do parku
T: A po co?
M: Szukać wiosny..
T: Ja już znalazłem (pokazuje mi kwiaty itp.. na trawniku pod domem)
M: Poszukamy więcej...
T: łee, a po co... już mamy dużo...
itp...
T: ale po co idziemy do parku, co będziemy tam robić...
nie myśląc dużo wypaliłam na odczepnego:
M: Zjeżdżać na zjeżdżalni
(u nas w parku nie było nigdy zjeżdżalni ani placu zabaw)
Oczy się Tomkowi zaświeciły
T: Taaaak? Będziemy? A gdzie?
M: Jak znajdziemy to będziemy (myślałam mądra ja, przebiegła, sprytna, ha ha, nie ma placu zabaw- będziemy spacerować i szukać na niby )
Przed wejściem do parku zatrzymaliśmy się przy tablicy z planem parku (dość nowa sprawa-tak od jesieni- oznakowano nasz park, zrobiono ścieżki edukacyjne, itp...)
Syn patrzy, i... o tu musimy iść- oznajmia...
Ja patrzę... i oczom nie wierzę!!!! Mamy PLAC ZABAW w parku!!!
Nosz kurza twarz! Co ja prorok... i musimy tam teraz iść :P
Swoją drogą zaskoczyłam się i to pozytywnie
Lepiej tego nie mogłam wymyślić :)
Przy okazji mieliśmy rewelacyjny trening czytania planu.
Posługiwania sie legendą.
I orientacji w terenie :)
I jakem starsza pani ( Ilona dzięki :P) w zamyśle miałam spacer w poszukiwaniu wiosny.
a wyszło jak zwykle :)
Tomasz już zwątpił na odcinku pierwszych stu metrów...T: A gdzie idziemy????
M: Do parku
T: A po co?
M: Szukać wiosny..
T: Ja już znalazłem (pokazuje mi kwiaty itp.. na trawniku pod domem)
M: Poszukamy więcej...
T: łee, a po co... już mamy dużo...
itp...
T: ale po co idziemy do parku, co będziemy tam robić...
nie myśląc dużo wypaliłam na odczepnego:
M: Zjeżdżać na zjeżdżalni
(u nas w parku nie było nigdy zjeżdżalni ani placu zabaw)
Oczy się Tomkowi zaświeciły
T: Taaaak? Będziemy? A gdzie?
M: Jak znajdziemy to będziemy (myślałam mądra ja, przebiegła, sprytna, ha ha, nie ma placu zabaw- będziemy spacerować i szukać na niby )
Przed wejściem do parku zatrzymaliśmy się przy tablicy z planem parku (dość nowa sprawa-tak od jesieni- oznakowano nasz park, zrobiono ścieżki edukacyjne, itp...)
Syn patrzy, i... o tu musimy iść- oznajmia...
Ja patrzę... i oczom nie wierzę!!!! Mamy PLAC ZABAW w parku!!!
Nosz kurza twarz! Co ja prorok... i musimy tam teraz iść :P
Swoją drogą zaskoczyłam się i to pozytywnie
Lepiej tego nie mogłam wymyślić :)
![]() |
![]() |
Znaleźliśmy!
bardzo przyjemny
a obok punkty obserwacyjne - na staw
Przy okazji mieliśmy rewelacyjny trening czytania planu.
Posługiwania sie legendą.
I orientacji w terenie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































